Wycieczka do Karpacza

Z PAMIĘTNIKA UCZESTNIKA

 

W poniedziałek trzynastego rodziców na pożegnanie uściskaliśmy,

do pociągu wskoczyliśmy i do Karpacza pierwszą klasą PKP ruszyliśmy.

Noc w pociągu szybko minęła, a gdy w Jeleniej Górze wysiedliśmy,

busy podjechały i do schroniska w Karpaczu nasze bagaże i nas przetransportowały. Zwiedzanie od skoczni narciarskiej zaczęliśmy i się okazało,

że niektórzy lęk wysokości pokonali, piękne widoki oglądali,

a inni strefili, bo tylko w gębie mocni byli

Potem lodowisko w czerwcu odwiedziliśmy,

ale łyżwy na wakacjach były i po lodzie słabo jeździły,

więc się zniechęciliśmy i na obiad ruszyliśmy.

Pierożki zjedliśmy i Gołębiewskiego dookoła obeszliśmy.

W parku wodnym Tropikana tak się pławiliśmy,

że z radości „Żabce” nówki – kąpielówki podrzuciliśmy.

Potem z „Biedronką” się przywitaliśmy i z góry jej zapowiedzieliśmy,

że często odwiedzać ją będziemy.

Wreszcie kolacja i pierwsze podchody,

jak tu wykombinować w schronisku drakę,

która nie wychodzi z mody.

Bo nam się wydawało, że najprzyjemniej jest wtedy,

gdy opiekunów się wykiwało.

Ale się nie udało.

W środę od rana wielka na nas spadła trwoga,

bo na Śnieżkę długa droga.

Pani przewodnik ciekawie opowiadała

i odpoczywać nam często dawała.

Trudno momentami było,

ale się opłaciło,

bo widoki przepiękne po drodze widzieliśmy

i na szczyt weszliśmy.

Potem się rozpadało

i lało, lało, lało.

Wyciągiem z Kopy cały czas w chmurze zjeżdżaliśmy

i się przekonaliśmy,

że bujanie w obłokach nie zawsze miłe bywa,

szczególnie gdy piękne widoki przykrywa.

Dziki wodospad i miejsce zaburzenia grawitacji choć interesujące były,

ale grupy nie zatrzymały,

bo deszczaki się porwały.

Schabowy na obiad nieco nas pocieszył,

a jeszcze bardziej niespodzianka,

czyli „Sandry” poszukiwanie i w basenach pluskanie.

Następną noc w schronisku spędziliśmy,

ale już nie rozrabialiśmy,

bo do innych pokojów przeprowadzać się nie chcieliśmy,

no i płatków na kolację pojedliśmy.

Słoneczko w czwartek nas obudziło

i zrobiło się miło.

Parówki na śniadanie wciągnęliśmy,

kanapki zabraliśmy

i do Czech pojechaliśmy.

W Skalnym Mieście ciekawie było,

ale gorące słoneczko nas osłabiło

i gdy podchodzić w górę trzeba było,

marudziliśmy niemiło.

Wszystkim łódeczki się spodobały,

szczególnie, że Tytanika udawały.

Niektórzy nawet uwierzyli,

że ludzie się w jeziorku topili.

Sar zapiekany wszystkim smakował,

a do tego lody, mrożone napoje, zakładki

i czekolady Studenckie nam ufundował.

W autobusie spaliśmy i zmęczenie odczuwaliśmy,

ale gdy Kolorowa nam swoje atrakcje pokazała,

nowych sił nam dodała.

Wagoniki śmigały i niestety niektórych uderzały.

Dobrze że kłótnię szybko uspokoiliśmy

i dalej świetnie się bawiliśmy.

Wieczorny czas zarezerwowany był dla Kobiców,

którzy dobrze się przygotowali,

polskiej reprezentacji kibicowali,

a w nocy po chipsach wymiotowali.

Chłopcom po meczu trudno zasnąć było,

gierki powłączali i tak noc spędzić zamiarowali.

Jednak Duch Gór miał inne plany

i zaopiekował się uzależnionymi od gierek chłopcami.

Tak długo snuł swoje opowieści,

aż usnęły wszystkie dzieci.

Piątkowa pogoda plany nasze pozmieniała

i do Świątyni Wang i nad tamę iść nam nie dała.

Za to pamiątek w bród nakupowaliśmy

i obiad sobie ugotowaliśmy.

Była też dla pań niespodzianka.

Mikołaja zobaczyły na klamkach

i bardzo się ucieszyły,

że na prezent zasłużyły.

Potem Grant Prix od dzieci dostały

i nawet zjeżdżalnię Kolorowa w rankingu pokonały.

Bo najbardziej uczestnikom wycieczki zjazdy się podobały,

w basenach pływanie i lęku wysokości na skoczni i Śnieżce pokonywanie.

Gdy wyprawa końca dobiegała,

głupawka w schronisku zapanowała.

Żeby stan ten stłumić w sobie,

grupa szybko się spakowała

i w drogę powrotną z górki i pod górkę powędrowała.

PKP wagony pierwszej klasy nam podstawiły,

byśmy się wyspali i do domu szczęśliwie wrócili.

DSCF4895

DSCF4897

DSCF4898

DSCF4903

DSCF4905

DSCF4923

DSCF4926

DSCF4927

DSCF4931

DSCF4936

DSCF4945



Drukuj

Powrót na górę

Copyright © GMINA MARKUSY 2017

Template by Joomla Templates & Lombard Warszawa.